Caramba! Jesteśmy w Hiszpanii

RÓŻNOŚCI HISZPAŃSKOŚCI

Dziękuję wszystkim Czytelnikom za wirtualne kuksańce, miła jest świadomość, że ktoś tu jeszcze zagląda i czeka. Kiedy przydarza mi się coś ciekawego, związanego z Hiszpanią, moją pierwszą myślą jest napisać o tym na blogu. Niestety, permanentny brak czasu i wieczorny stan całkowitego wykończenia, nie sprzyjają działalności umysłowej. Wróciłam do pracy w Muzeum, w którym spędzam codziennie osiem godzin, mam do tego silną wewnętrzną presję, żeby ciągle się czegoś uczyć, dbam o dzieci i dom, staram się też regularnie ćwiczyć i jednocześnie wcześnie położyć spać. Skutkuje to częstą koniecznością łykania gorzkiej pigułki prawdy, że doba ma tylko dwadzieścia cztery godziny a ja nie potrafię się jednak rozdwoić.

Był bowiem taki czas, kiedy przekonana byłam, iż posiadłam tę zdolność, w Albacete potrafiłam być w dwóch miejscach o tej samej porze. Z jednego wychodziłam minutę wcześniej, w drugie docierałam zaledwie dwie minuty po czasie. Warszawskie odległości szybko pozbawiły mnie złudzeń.

Wbrew pozorom, nie narzekam. Praca dużo mi daje a powrót do miejsca, które dobrze znam, był dość miękkim lądowaniem, choć oczywiście niepozbawionym emocji. Mam dużą nadzieję na okazje, które pozwolą mi wykorzystać emigracyjne doświadczenia, co w kontekście współpracy MNW z czołowymi hiszpańskimi muzeami, wydaje się całkiem realne.

A co wydarzyło się w międzyczasie? W kwietniu zaproszona zostałam przez warszawską Ursynotekę na wieczór hiszpański będący częścią Tygodnia Hiszpańskiego na Ursynowie. Wraz ze mną wystąpił Marcin Kręglicki, restaurator i autor książek kulinarnych. Był to bardzo satysfakcjonujący i bardzo motywujący wieczór. Opowiadałam tradycyjnie już o Kastylii La Manchy, o tym jak różni się życie tam od obiegowych opinii na temat Hiszpanii, jak inny jest krajobraz, kuchnia, folklor itp. Atmosfera była świetna, Pan Marcin przyniósł tortillę i churros, było wesoło i na luzie. Reakcja licznie zgromadzonej publiczności utwierdziła mnie w przekonaniu, że to o czym opowiadam, jest czymś zupełnie nieznanym i przez to interesującym. Po raz pierwszy poważnie pomyślałam o napisaniu książki.

IMG_4354.JPGW Ursynotece

Tym czasem zamiast pisać czytam, ostatnio kilka książek na raz. W znakomitej większości są to pozycje „historyczno – sztuczne”, ale również hiszpańscy autorzy. Nie wspominałam Wam jeszcze o Almudenie Grandes (ur. 1960). Pisarka to w Hiszpanii bardzo ceniona, w Polsce właściwie nieznana, gdyż większość jej prozy nie została przetłumaczona na nasz język. Zadebiutowała w 1989 roku powieścią erotyczną Las edades de Lulu (jedyną przetłumaczoną na polski, jako Lulu) a eksplorowanie tej sfery stało się jej znakiem rozpoznawczym. Moja przygoda z Almudeną rozpoczęła się jeszcze w Albacete od El corazón helado (Zamarznięte serce), pożyczonej mi przez Małgosię z Torrevieja.

el-corazc3b3n-helado-01.jpgOdchorowałam tę książkę, uzależniała mnie i wykańczała jednocześnie. Podobieństwo jednego z wątków do moich własnych doświadczeń sprawiało, że czułam się jakbym przeżywała je od nowa. Nie miało to niestety nic z katharsis, przeciwnie, przytłaczające było strasznie. Powieść, w której współczesne wątki przeplatają się z licznymi retrospekcjami, rozlicza hiszpańskie społeczeństwo z postawy wobec krzywd doznanych podczas wojny domowej. Temat ten jest pisarce bardzo bliski, wracała do niego na kartach kilku książek. Tu zaś mamy zdradę i stratę, chęć zemsty i obojętność, namiętny romans i porzucenie - wątków jest tyle, że nie wiem jak jedna osoba mogła je wszystkie wymyślić i upleść z nich tak misterną całość. Istny majstersztyk. I jeszcze ta niesamowita forma narracji – powracające frazy naśladujące natrętny tok uporczywych myśli. Im dłużej czytałam, tym bardziej utwierdzałam się w przekonaniu, że Almudena jest pisarką genialną. Nie przeszkodziło mi to jednak obiecać sobie po skończeniu książki, że nigdy już do niej nie wrócę, co paradoksalnie jest najlepszą dlań rekomendacją. Należy odczytać ją następująco: drugi raz tego nie przeżyję;)

Autorka zapisała się w mej pamięci jako postać ważna, możecie sobie zatem wyobrazić jaka była moja radość, kiedy okazało się, że Almudena przyjeżdża w maju do Warszawy na kongres Zamarznięte serce? Współczesne pisarki hiszpańskie w ujęciu teorii emocji, podczas którego spotka się na Uniwersytecie z czytelnikami. Musiałam tam być! I byłam, paradoksalnie w Hiszpanii nie miałabym pewnie takiej okazji. Najpierw jednak zakupiłam na ebay-u dwie książki autorstwa Grandes, w tym rzeczone El corazón helado, modląc się w duchu, żeby przyszły z Niemiec (sic!) na czas. Wszystko się udało, dzięki temu jestem teraz szczęśliwą posiadaczką pięknej dedykacji.

IMG_4487.JPGMoja dedykacja, trzyosobowa komisja rozszyfrowująca doszła do wniosku, że jest tu napisane: Para Anna, con la alegria de saber que (...) le ha calentado el corazon. Un beso. (Dla Anny, z radością wiedząc, że... rozgrzało Pani serce. Całusy)

Almudena Grandes swoją postacią budzi respekt, na pierwszy rzut oka widać bowiem, iż jest to silna, w szerokim tego słowa znaczeniu, kobieta. W dodatku powszechnie wiadomo, że unika jak może wywiadów, stad też zachodziła obawa, czy nie jest czasem osobą zdystansowaną i nieprzystępną. Nic podobnego, okazała się fantastyczną, dowcipną, pełnokrwistą mujer, żadnym tam posągiem. Miałam ogromne szczęście zająć miejsce blisko niej, za mną rozciągała się wypełniona po brzegi sala wykładowa, przede mną tylko Almudena. To właśnie ta okoliczność sprawiła, że odważyłam się (po długich namysłach) odezwać w części przeznaczonej na pytania. Trafiłam chyba w punkt, bo pisarka wyglądała na poruszoną a kilka osób zabierających później głos, nawiązywało do mojej wypowiedzi. A powiedziałam tylko, że mieszkałam przez kilka lat w Hiszpanii i że jej książka pomogła mi dowiedzieć się w jakim kraju, miedzy jakimi ludźmi żyję. Swoją drogą byłam tam chyba jedną z nielicznych „zwykłych czytelniczek”, sala Wydziału Neofilologii pełna była studentów zagonionych przez wykładowców, byli też przedstawiciele ambasady i Instituto Cervantes i jakoś nikt oprócz tych ostatnich, nie rwał się do pytań. A mnie tak naprawdę dręczyły dwa: Czy Alvaro naprawdę musiał porzucić żonę???? Oraz drugie, dotyczące najnowszej książki Los besos en el pan (Całowanie chleba 2015), której nie czytałam: Czy ludzie chcą w ogóle czytać o kryzysie? Powstrzymałam się jednak, mimo zachęty, że możemy pytać o co chcemy.

IMG_4478 - copia.JPGPamiątkowa fotka z pisarką, telefonicznej niestety jakości.

Osobisty kontakt z pisarką zachęcił mnie do zapoznania się z innymi jej powieściami. Niedawno przeczytałam drugą z zakupionych książek: Los Aires difíciles z 2002 r, którą Almudena wymieniła podczas spotkania jako przełomową. Rzeczywiście, jej styl zwiastuje narracyjne mistrzostwo osiągnięte pięć lat później w El corazón. Niemniej podczas lektury rosły moje do autorki pretensje. Po czyjej stronie Almudeno jesteś? Pytanie sprowokowały liczne opisy perfekcyjnych żeńskich ciał widzianych męskimi oczami. Piersi u Almudeny są zawsze obfite i sterczące, pośladki jędrne, brzuchy płaskie, nogi gładkie i smagłe. Kobiety poddane drobiazgowej ocenie stają się rozkawałkowanymi przedmiotami, nawet jeśli będąc przedmiotami pożądania, posiadają pewną władzę. Wizualna atrakcyjność została wywindowana tak wysoko, że najwyższym dowodem męskiego oddania stało się uczucie pewnej czułości, pojawiające się na widok drobnej „niedoskonałości” partnerki. Te jednak prawie się nie zdarzają. Zdarzają się za to rzeczy niezwykłe, jedna z kobiecych postaci z Los aires difíciles została zauważona przez głównego bohatera dopiero, kiedy trochę schudła, jednak w cudowny sposób: jej piersi oparły się diecie. Słyszeliście kiedyś coś równie głupiego i szkodliwego? Na szczęście, jak to u Almudeny, oprócz tego typu żenujących fraz, jest doskonałe studium namiętności i zniewolenia, nienawiści i całej gamy innych emocji. Książka bardzo wciąga, już ma na to pisarka swoje sposoby, ma świetne momenty, czasem jednak niebezpiecznie przypomina tanie, skandalizujące czytadło. Na jej podstawie został w 2006 roku nakręcony film, który dziś zamierzamy z M. obejrzeć.

portada-los-aires-difc3adciles.jpgDziś to już koniec, tym razem jednak nie znikam na wieki. Na prośbę wydawnictwa Znak, podjęłam się zrecenzowania najnowszej książki pewnego poczytnego hiszpańskiego pisarza, czego efekty zobaczycie już wkrótce. Nie mam z tego żadnych materialnych korzyści, uznałam, że to ciekawa propozycja a konieczność dotrzymania terminu dała mi nadzieję na mobilizację i powrót na bloga. Co też niniejszym uczyniłam;)