Caramba! Jesteśmy w Hiszpanii

GDZIEŚ HISZPANIA ZA GÓRAMI

Na przekór statystykom piszę dziś, choć od ostatniego wpisu nie minęły jeszcze miesiące;) Nie dość, że piszę to jeszcze baaaardzo długo, przygotujcie więc lepiej herbatę. Opowiedzieć Wam chcę o warsztatach, które niedawno miałam przyjemność prowadzić oraz o wachlarzach, które były ich motywem przewodnim. I chociaż za oknem zima, chętnie dałabym się powachlować, zwłaszcza w nocy, kiedy to kolejny dzień pod rząd dopada mnie gorączka. Powalona wirusem nie wychodzę z domu, co jest sytuacją mocno dezorganizującą nasze życie rodzinne. Z drugiej strony nareszcie mogę trochę odsapnąć, poleżeć, nigdzie nie pędzić. Tydzień poprzedzający chorobę minął mi bowiem pod hasłem intensywnych przygotowań do warsztatów, co w praktyce oznaczało wiele godzin spędzonych na zakupach, pracach ręcznych, tworzeniu prezentacji a przede wszystkim na intensywnym myśleniu.

IMG_9775.JPGZapowiedź fotorelacji z warsztatów

Zaczęło się od tego, że zadzwoniła do mnie przyjaciółka z propozycją wzięcia udziału w obchodach Dnia Hiszpańskiego w Domu Kultury w Brwinowie. Miałam poprowadzić dwa warsztaty – dla dzieci i dla dorosłych, na obu mieliśmy wykonać wachlarze, zaś warsztat dla dorosłych poprzedzić miała prelekcja na temat folkloru Hiszpanii. Z dużym entuzjazmem podeszłam do zadania, które okazało się sporym wyzwaniem. Część dla dzieci nie stanowiła problemu, scenariusz był bowiem ten sam, co podczas sierpniowego Warsaw Street Party (klik); nie stanowiła go również prezentacja, gdyż o Hiszpanii, nie zależnie od przewodniego tematu, mogłabym opowiadać godzinami. Najtrudniejsze okazało się przygotowanie warsztatu dla dorosłych a to dlatego, że w założeniu wachlarze na nich wykonane nie miały być żadnymi atrapami, tylko porządnymi i ładnymi przedmiotami, które można by zabrać do domu i potem używać. Co więcej, panie przychodzące na tego typu zajęcia przyzwyczajone są do wykonywania różnych rzeczy od początku do końca, nie wchodziło zatem w grę żadne ozdabianie gotowych wachlarzy. Musiałam wymyślić z czego i jak je zrobić, opracować technikę, zdobyć potrzebne materiały i wykonać prototyp, żeby sprawdzić, czy będzie działał jak należy. Postanowiłam, że zrobimy wachlarze z czarnej koronki, bardzo stylowe i jednoznacznie kojarzące się z Hiszpanią, z pomocą przyszła mi (w ogóle o tym nie wiedząc) moja sąsiadka z Albacete – Pepa, a konkretnie wachlarz, który kiedyś od niej dostałam. Mając go za wzór wiedziałam, jak umocować koronkę, na co zwracać uwagę przy montażu itp. Pozostało już tylko zdobyć materiały.

 

IMG_5252.JPG

Wszystkie wachlarze z koronki klockowej na zamieszczonych zdjęciach są dziełami Pepy.

W Polsce nie do dostania są drewniane stelaże do wachlarzy, wymyśliłam więc, że kupię tanie chińskie wachlarze z bambusa i papieru, zerwę papier a bambusowy szkielet wykorzystam. Znalazłam takie w ofercie sklepu ze ślubnymi dodatkami, zamówiłam a czekając aż przyjdą udałam się na poszukiwanie koronki. I tu zaczęły się schody, nigdzie bowiem nie mogłam dostać odpowiednio szerokiej, cienkiej i nieelastycznej zarazem. Żeby zrobić wachlarz potrzebujemy kawałka tkaniny w kształcie półkola, wielkości rozłożonego stelaża, nie zaś prostokąta, drapowanego później na szkielecie. Aby wyciąć odpowiednio duże półkole, koronka musi być naprawdę szeroka. Najlepszy byłby cięty z metra materiał, niestety o ile istnieją „koronkopodobne” białe firanki o tyle o czarnych nikt w okolicznych sklepach nie słyszał.

IMG_5239.JPG

Nabyłam zatem zbyt wąską ale najszerszą koronkę, jaką znalazłam, zastanawiając się, co dalej mam z nią zrobić. Wymyślałam różne kombinacje, uwzględniające doszycie lub doklejenie kawałków po bokach wachlarza, żadna jednak nie była zadowalająca. W dodatku koronka była zbyt delikatna, za bardzo wiotka, postanowiłam ją zatem usztywnić przy pomocy krochmalu w sprayu. I wtedy stał się cud, spryskany nim i wyprasowany materiał rozszerzył się o kilka centymetrów, co całkowicie rozwiązało problem:)

IMG_9692.JPG

Przygotowania

Kiedy kurier przyniósł chińskie wachlarze, zwątpiłam na chwilę w powodzenie przedsięwzięcia. Papier trzeba było zrywać bardzo ostrożnie, gdyż brak delikatności groził złamaniem wiotkich bambusowych patyczków, trwało to długo a do zrobienia miałam ponad dwadzieścia stelaży. Kiedy w końcu udało mi się przygotować jeden egzemplarz, stwierdziłam, że ilość tych wiotkich patyczków jest tak duża, że w żaden sposób nie da się przykleić nań koronki, trzeba zatem wachlarz całkowicie rozmontować, wyjąć część patyczków i zmontować go na nowo, odpowiadając sobie przy tym na pytanie – jak?

IMG_9686.JPGMontaż prototypu. Wyjdzie, nie wyjdzie?

 

Wiele takich pytań przyszło mi sobie w międzyczasie zadać, miałam na szczęście wsparcie w osobie przyjaciółki, która różnych artystycznych warsztatów, przeprowadziła w życiu bez liku. Spotkałyśmy się u mnie i w oparach acetonu dokonałyśmy dzieła destrukcji papierowych wachlarzy, usztywnienia klejem ponad dwóch setek bambusowych patyczków, jak również pomalowania ich sprayem na czarno. Najgorsze było sprzątanie, efektem bowiem ubocznym tych działań była warstewka czarnego pyłu pokrywająca niemal każdą powierzchnię w moim domu. Na długo zapamiętam mycie podłogi w kuchni acetonem. Wszystko to jednak nic, po tym bowiem, jak przez tydzień głowa pracowała mi na najwyższych obrotach, jak co chwilę wymyślałam nowe rozwiązania, urosłam w swoich własnych oczach do rangi królowej kreatywności i mam wrażenie, że nic nie jest w stanie zachwiać tym przekonaniem;) 

ostatni.JPG

Wyszedł:) Takie właśnie wachlarze będziemy robić na warsztatach dla dorosłych.

Chcecie dowiedzieć się czegoś o hiszpańskich wachlarzach (abanicos)? Nie są one bynajmniej miejscowym wynalazkiem. Wachlarze znane były już w starożytności, a te składane pochodzą prawdopodobnie z Japonii. Lekkie i wygodne szybko zyskały popularnośćw również w Chinach, Persji i Indiach, wraz z rozwojem kontaktów handlowych dotarły w XV w. do Europy, przywiezione przez Portugalczyków. Prawdziwą popularność w Hiszpanii wachlarze zyskały w XVII w. używanwówczas zarówno przez kobiety jak i mężczyzn. Jeszcze w XIX w. w kręgach poetów z tak zwanego Pokolenia 27 (Generación del 27), do którego należeli min.Lorca, Alberti i Cernuda - wachlarz uchodził za atrybut intelektualisty, dopiero w XX w. stał się dodatkiem typowo damskim. 

 

 

IMG_5255.JPG

Wachlarze zbudowane są ze stelaża i naklejonego nań pokrycia wykonanego z koronki lub szlachetnej tkaniny - satyny czy jedwabiu, dawniej nawet ze skóry. Stelaże składają się z cienkich patyczków – piórek w liczbie od kilkunastu do około trzydziestu, oraz dwóch grubszych zewnętrznych listewek, chroniących całość.Wykonane są najczęściej z drewna, te droższe z jego szlachetnych gatunków, popularne są również szkielety z masy perłowej. Od osobistych preferencji i zasobności portfela zależy, jak bardzo zdobiony, a tym samym kosztowny, będzie nasz wachlarz. Gama możliwości jest szeroka, obejmuje rzeźbienia, inkrustacje, intarsje, hafty, malunki - czego dusza zapragnie. Ceny najbardziej luksusowych współczesnych modeli mocno przekraczają tysiąc euro, jednak ładne egzemplarze spotkać można w każdym przedziale cenowym. Konstrukcja wachlarzy nie wydaje się może czymś skomplikowanym, jednak ich produkcją zajmował się cały szereg wyspecjalizowanych rzemieślników, z których każdy biegły był w konkretnym etapie. Najważniejszym ośrodkiem wyrobu hiszpańskich abanicos była niegdyś Walencja.

IMG_5242.JPG 

W Kastylii La Manchy wachlarze widywałam wyłącznie latem i wyłącznie w kościele, gdzie przez całą mszę słychać było ich charakterystyczny „klekot”. Czasem kiedy siedziałam blisko jakiejś wachlującej się damy, korzystałam z jej nawiewu, wachlarze mają bowiem niezłą moc. Na upały najlepsze są te najmniej wymyślne, im bardziej ażurowe, tym bardziej dekoracyjna ich rola i mniejsza użyteczność, przynajmniej w zakresie chłodzenia. A do czegóż jeszcze mogłyby służyć? – zapytacie. Otóż bardzo interesującą kwestią jest swoisty język, jaki wytworzył się za ich pomocą. W czasach, gdy surowe normy obyczajowości, nie pozwalały na publiczną demonstrację uczuć, to właśnie wachlarz pozwalał dyskretnie komunikować się na odległość. Ów sekretny kod powstał w Hiszpanii i stamtąd rozprzestrzenił się na inne kraje, oto jego mała próbka:

 

1. Wachlować się powoli, lub otwierać i zamykać wachlarz bardzo wolno oznaczało: Mam męża i jesteś mi obojętny

2.Wachlować się szybko: Kocham cię bardzo mocno

3. Zamykać wachlarz powoli lub podeprzeć nim prawy policzek: Tak

4. Zamykać szybko i gwałtownie lub podeprzeć lewy policzek: Nie

5. Otworzyć i zamknąć wachlarz szybko: Ostrożnie, mam narzeczonego

6. Pozwolić upaść wachlarzowi: Należę do ciebie

7. Wachlować włosy lub grzywkę: Myślę o tobie, nie zapomniałam cię

8. Zakryć się wachlarzem od słońca: Jesteś brzydki, nie podobasz mi się

9. Pożyczyć wachlarz towarzyszowi: Mam złe przeczucie

10. Podać wachlarz matce: Żegnaj, skończyło się

11. Stuknąć wachlarzem w jakiś przedmiot – Tracę cierpliwość

12. Podtrzymywać otwarty wachlarz obiema rękami: Lepiej żebyś mnie zapomniał

13. Zasłonić oczy otwartym wachlarzem: Kocham cię

14. Zasłonić twarz otwartym wachlarzem: Uwaga, obserwują nas

15. Przeciągnąć wachlarzem po oczach: Przykro mi, idź sobie proszę

16. Zamknąć wachlarz dotykając oczu – Kiedy mogę Cię zobaczyć?

17. Opierać na wpół otwarty wachlarz na wargach: Możesz mnie pocałować

18. Opierać usta na wachlarzu: Nie ufam ci

19. Trzymać wachlarz w lewej dłoni: Pragnę cię poznać

20. Poruszać nim w lewej dłoni: Obserwują nas

21. Trzymać go lub ruszać prawą dłonią: Kocham innego

22. Wyjść na balkon z otwartym wachlarzem: Nie wyjdę

23. Rzucić wachlarz: Nienawidzę cię lub Żegnaj, skończyło się

24. Pokazać go zamkniętym: Kochasz mnie?

25. Przeciągnąć po lewym uchu: Zostaw mnie w spokoju, nie chcę cię znać

26. Przeciągnąć po prawym uchu: Nie zdradź naszej tajemnicy

27. Otworzyć wachlarz tylko częściowo – pokazać godzinę przyszłej randki, w zależności od ilości otwartych patyczków.

 

Niektóre gesty były wieloznaczne, interpretować należało je w zależności od kontekstu, trzeba było być biegłym w tej fascynującej sztuce oraz czujnym, żeby nie popełnić kompromitującego błędu. Język gestów, tych codziennych, bez użycia wachlarza, to również bardzo interesujący z punktu widzenia obcokrajowca temat, różnią się one bowiem od polskich odpowiedników albo i nawet ich nie mająBardzo pociągają mnie tego typu różnice, gesty, wyrazy dźwiękonaśladowcze różne w różnych krajach, chętnie zgłębiłabym te tematy.

 12509432_1092055760839602_6984574904045461893_n.jpg

Wracając do warsztatów, czasem tak niewiele trzeba, żeby uzyskać bardzo fajny efekt – tak było w przypadku zajęć dla dzieci, które po części muzyczno – teoretycznej, zabrały się do robienia papierowych wachlarzy. Kolorowy karton, kredki, klej i brokat, wystarczyły, żeby stworzyć barwnie mieniące się obrazki, które złożone w harmonijkę stawały się abanicos. Kilka prostych trików – odpowiednie przycięcie w falbankę u góry, ozdobne otworki zrobione dziurkaczem, złoty sznureczek na dole i wachlarz nabierał wyjątkowo eleganckiego charakteru.

 

12508935_1091903527521492_5476671671468252351_n.jpgFot. Andrzej Gontarczyk

Było wesoło i tłumnie zarówno na porannych zajęciach dla najmłodszych, jak i na wieczornych warsztatach dla dorosłych. Swoją prezentację wygłaszałam przy pełnej sali, w której chwilę przedtem odbył się pokaz flamenco. Mówiłam o strojach ludowych, haftach, koronkach i wachlarzach, zwracając jak zwykle uwagę na ogromną różnorodność hiszpańskiego folkloru. Wspominałam Pepę, pokazując na zdjęciach jej koronkowe cudeńka, cały czas też miałam przypiętą broszkę – wachlarz jej autorstwa. Odzew był bardzo ciepły, mnie też było ciepło na sercu, był to powrót do tematyki, którą kocham, o której uwielbiam opowiadać a od której przez ostatni rok uciekałam. Myślę o tym, jak o symbolicznym początku końca żałoby po Hiszpanii. Byłam ostatnio w Pałacu Kultury na koncercie karnawałowym, w którym brała udział nasza córka, kiedy jeden z chłopców zaśpiewał: Gdzieś Hiszpania za górami a tu zima, karnawał jest z nami, pomyślałam – to słowa właśnie dla nas, specjalnie na tu i na teraz...

 12508959_1094485107263334_16839991633499777_n.jpg

Fot. Andrzej Gontarczyk

Ostatnim punktem obchodu Dnia Hiszpańskiego było tworzenie wachlarzy z koronki, nie miałam wtedy już nawet siły stresować się, że coś nie wyjdzie. A uważać trzeba było bardzo, chwila nieuwagi i stelaż nie będzie pracował jak trzeba. Krok po kroku należało się trzymać pewnych zasad, które na głos wyjaśniałam.

 

 

IMG_9781.JPG

Panie okazały się jednak nadzwyczaj zdolne, wachlarze spodobały się tak bardzo, że co chwila odpowiadałam na pytanie, gdzie można kupić odpowiednie materiały. Odpowiedź brzmiała, że niestety właściwie nigdzie, doceniono nas za to bardzo słysząc ile pracy i pomysłowości włożyłyśmy w ich zdobycie i przygotowanie.

IMG_9815.JPG 

Był to bardzo intensywny i bardzo satysfakcjonujący dzień, który zaowocował czymś jeszcze. Zapisałam się mianowicie na Flamencomanię – kurs będący wprowadzeniem do aktywnego słuchania i rozumienia sztuki flamenco. Prowadzony będzie w Instituto Cervantes przez Arturo „El Polaco” Muszyńskiego, tego samego, który występował przede mną w Brwinowie. Wszystko czego się dowiem, z przyjemnością Wam powtórzę:)