Karnawałowy pochód maszeruje co roku pod naszymi oknami, wystarczy tylko zejść na dół na dźwięk zbliżającego się orszaku, co zawsze podekscytowani robimy.
Coraz bardziej kryzysowe te karnawały, cukierków tym razem jak na lekarstwo, dzieci dostały łącznie trzy sztuki i to po znajomości.
Zawsze zastanawialiśmy się, jak ludzie się na te przemarsze organizują a to dla tego, że występują w grupach tematycznych, dopiero na szarym końcu idzie tłumek „niezrzeszonych” czyli tych, którzy po prostu mają ochotę przebrać się i defilować ulicami miasta.
Z moich obserwacji wynika, że udział w pochodzie biorą najróżniejsze stowarzyszenia, konkurujące zresztą tym samym o nagrody za najlepsze stroje.
Jak co roku jedną z grup byli ludzie niepełnosprawni umysłowo, siedzieli w kostiumach żółtych kurczaków na wózkach popychanych przez opiekunów.
Miałam bardzo mieszane uczucia na ten widok, z jednej strony podoba mi się to, że są widoczni i zintegrowani ale z drugiej wcale nie wyglądali na szczęśliwych, opuszczone głowy, języki wychodzące na brody z bezwładnie otwartych ust, miałam wrażenie, że w tym hałasie i chaosie czują się mocno zdezorientowani.
Kolorowy pochód przemknął nam w sobotę, zaś w Środę Popielcową udaliśmy się do katedry. Ku mojemu zdziwieniu ksiądz kilka razy powtórzył, że to ostatni dzień karnawału i że wielu zapewne będzie w związku z tym się dobrze bawić, mimo to jednak zaskoczył mnie widok w kościele dziewczynki przebranej za syrenkę, z niebieską buzią i blond peruką na głowie.
Na koniec dzieci dostały życzenia miłej zabawy podczas palenia sardynki i tak pobłogosławione wybrałyśmy się z Manią zobaczyć ten niezwykły spektakl. Trzy lata minęły odkąd pożegnałam sardynkę, Marianka miała to zrobić po raz pierwszy. Przyszłyśmy wcześnie na miejsce gdzie zgładzona miała zostać Doña Sardina, dzięki czemu miałyśmy doskonały widok.
Za to jak zmarzłyśmy, szczególnie ja, w kozakach nie posiadających żadnego ocieplenia. Na co dzień nie jest ono potrzebne, jednak po półtorej godzinie dreptania w miejscu w lutową noc, stopy zmarzły mi na kość. Czekając podziwiałyśmy coraz to nowe, pojawiające się tłumnie na miejscu, służby porządkowe, najważniejsi byli strażacy, bowiem sardynce zdarza się płonąć niesfornie. W tle huczało pop – disco tak intensywnie, że orkiestrę grającą marsza żałobnego usłyszeliśmy dopiero kiedy przeszła obok. Za orkiestrą zaś wjechała dumnie, spoczywając na postumencie Doña Sardina, wraz z nią przybył orszak żałobników.
Arte y cultura a la sepultura
Nie była to jednak jakaś tam zwykła sardynka, tylko Sardynka Kastylijska, na jej głowie bowiem kwitła tradycyjna manczegowska fryzura z wpiętymi w nią metalowymi ozdobami. Czekałyśmy niecierpliwie aż zacznie się ceremoniał podpalenia a tu jeszcze nudnawe występy artystyczne, potem ciągnące się niemiłosiernie wręczanie nagród za najlepsze karnawałowe kostiumy. Wreszcie zaczęło się, wszystkie oczy skierowały się na rybkę.
Nieodmiennie wzrusza mnie łagodny wyraz jej pyszczka i te piękne rzęsiste oczy, na prowadzącym imprezę jednak nie wydawało się to robić żadnego wrażenia: Sardina! - grzmiał ze sceny – Niczego nie nauczyłaś się przez ostatni rok! Biedaczka, współczuli jej również żałobnicy, lamentujący zza barierki bezpieczeństwa.
I zapłonęła, w tle zaś śpiewała Enya i aż dreszcz mnie przeszedł, tak piękne było to widowisko światło – dźwięk. W pewnym momencie ogień był tak wielki, że mocno czuliśmy jego ciepło na policzkach, Marianka się przestraszyła a mnie dla odmiany ogarnęła euforia, może to dlatego, że było mi zimno jej zaś stopy szczęśliwie spoczywały w ciepłym owieczkowym futerku czyli moich kozakach jeszcze z Polski.
Wczoraj zaś mieliśmy swoją małą rodzinną fiestę, nasz synek skończył pięć lat! Tym razem również dostał mu się wyjątkowo piękny tort z galaretowato glutowatym żółwiem ale za to jaki był pyszny. Szymon przez ostatni rok niesamowicie wyskoczył do przodu, nagle poukładało mu się w głowie wiele trudnych spraw, że jesteśmy Polakami ale mieszkamy w Hiszpanii, że mamy też dom w Warszawie, że w Polsce mieszkają dziadkowie, jeszcze rok, dwa lata temu było tak, że po kilku miesiącach nie pamiętał, że leciał samolotem, nie wiedział o co chodzi z dwoma różnymi krajami a teraz bez problemu rozróżnia i kraje i języki, na dodatek trzy:)
Nasz synek ma doskonałą pamięć, chwyta wszystko w lot, wszystko zauważa, najmniejszą nawet zmianę w domu. Najbardziej śmieszą mnie jego wystąpienia na angielskim, zawsze kiedy odprowadzam go na zajęcia, wchodzi z jakąś ekstra wiadomością dla swojej nauczycielki np. A mój tata nie wrócił wczoraj w nocy do domu. Ja pokładając się ze śmiechu tłumaczę, że to dlatego, że pracował a pani już na sam jego widok, jak tylko otwiera buzię, zaczyna się śmiać. Ostatnio Szymona bardzo zainteresowały sprawy rodzinne, to że jest mąż, żona, że najpierw dziecko jest w brzuchu mamy, potem pojawia się na świecie. Początkowo przekonany był, że jak będzie dorosły będzie miał w brzuchu maleństwo, tłumaczyłam mu, że to nie możliwe, że może mieć za to żonę, która urodzi mu potomka. Szymona temat najwyraźniej przerósł, bo w rezultacie pewien był, że za kilka lat z jego brzucha wyskoczy żona, której zresztą za nic w świecie nie chce mieć.
A wczoraj, po godzinach poszukiwań, gdyż jak na tutejsze standardy, robiłam to już niemal w ostatniej chwili, zarezerwowaliśmy kwaterę na wakacje w... Asturii. Tegorocznym naszym celem będzie zatem północ Hiszpanii a konkretnie przepiękne Asturia i Kantabria:)
Kiedyś muszę pojechać na karnawał do jakiegoś obcego kraju!
autor tedzia9
blog: amelka-york.bloog.pl
Alu bardzo dziękuję, wiadomość dostałam, przepraszam za zwłokę w opisywaniu, odezwę się jutro, pozdrawiam serdecznie. A.
autor Ania T.
blog: www.caramba.bloog.pl
Witaj Aniu, jak zwykle fantastyczna relacja. Swoją drogą bardzo ciekawy zwyczaj. Zyczę Twojemu synkowi wszystiego naj, naj z okazji urodzinek. Piękny torcik , wygląda na czekoladowy.
Pozdawiam Ala. Ps. Mam nadzieję że dostałaś moją wiadomość na poczcie elektr.
autor Ala
czwartek, 17 maja 2012
Licznik odwiedzin: 74 834 (wersja testowa)
| « maj » | ||||||
| pn | wt | śr | cz | pt | sb | nd |
|---|---|---|---|---|---|---|
| 01 | 02 | 03 | 04 | 05 | 06 | |
| 07 | 08 | 09 | 10 | 11 | 12 | 13 |
| 14 | 15 | 16 | 17 | 18 | 19 | 20 |
| 21 | 22 | 23 | 24 | 25 | 26 | 27 |
| 28 | 29 | 30 | 31 | |||

Ania, żona i mama, trzydziestoparolatka, historyk sztuki z zawodu. Od czterech lat wraz z rodziną w Hiszpanii.
KONTAKT:
carambablog@wp.pl
Blog o Hiszpanii - nasza codzienność w Kastylii La Manchy, podróże, fiesty, kuchnia hiszpańska
Wpisz szukaną frazę i kliknij Szukaj: