Caramba! Jesteśmy w Hiszpanii

Andaluzja

DO SEVILLI PRZEZ KORDOBĘ

Sevilla jest cudowna, tak się ładnie i słusznie rymuje Sevilla – maravilla (cud). Hiszpanie mówią, że kto nie widział Sevilli ten nie widział cudu i nie ma w tym cienia przesady. Nasza coroczna majowa podróż trwała tym razem cztery dni, jeden spędzony w Kordobie i trzy w Sevilli. Myślałam, że szczepionka w postaci mnogości wspaniałych miejsc, jakie miałam szczęście do tej pory zobaczyć, trochę mnie uodporniła, że przywykłam już do hiszpańskich cudowności ale nie. Na szczęście nie:) Widzieliśmy tak wiele oszałamiających miejsc, nieprawdopodobnej urody dzieł sztuki, przepięknych ogrodów dających schronienie przed słońcem. Bardzo intensywny był to czas, naznaczony iście andaluzyjskim upałem i ilością wrażeń na kilka wpisów. Wróciłam zakochana po uszy.

DSC09932Sevilla, Casa de Pilatos

Pierwszym punktem na mapie naszej wycieczki była Kordoba. Bardzo lubię wracać do miast, które już zwiedzałam, patrzeć co się w nich zmieniło, zagłębiać mocniej w ich historyczną materię. Wyjeżdżając dwa lata temu z Kordoby, kiedy to nie udało mi się obejrzeć słynnych patios (klik), pocieszałam się, że wrócę tam jeszcze, nie wierząc w to specjalnie. Tym czasem autostrada do Sevilli wiedzie właśnie przez Kordobę, nie mogłabym tego nie wykorzystać.

Przez te dwa lata jedno nie zmieniło się na pewno, nadal nie jest to miasto przyjazne zmotoryzowanym turystom, zaparkowanie gdziekolwiek graniczy z cudem. Kordoba jest w końcu niewielka a jej infrastruktura zupełnie nie przygotowana na takie hordy najeźdźców. W znacznie większej Sevilli nie ma z tym żadnego problemu. Traciliśmy cenne minuty jeżdżąc w kółko aż wreszcie zdecydowaliśmy się poszukać miejsca dalej od starówki, po drugiej stronie rzeki Guadalquivir. I była to dobra decyzja, nie dość, że wreszcie mieliśmy gdzie się zatrzymać, to jeszcze aby dostać się do miejsc, które chcieliśmy zobaczyć, musieliśmy przejść przez rzekę mostem wybudowanych przez starożytnych Rzymian (I w. p.n.e)! Jest on jedną z kordobańskich atrakcji, turyści spacerują po nim jak po pasażu.

DSC09170Kordoba, Puente Romano z czasów Oktawiana Augusta

Miasto widziane z drugiego brzegu rzeki wygląda przepięknie, choć sama rzeka bynajmniej, przypomina błotny ściek, jakby nie był to ten sam przejrzysty Guadalquivir, który płynie przez Sevillę. W ogóle jako fakt sensacyjny należy odnotować, że w Andaluzji są rzeki. W naszej Kastylii zazwyczaj jest tylko wiadukt, tabliczka z nazwą i wąwóz, w którym nie ma ani kropli wody.

DSC09191Kordoba, Puente Romano

Zbliżaliśmy się do starej części Kordoby oszołomieni jej urodą i upalnym słońcem. Natychmiast przestawiłam się na tryb: wakacje. Tak bardzo potrzebny jest czasem urlop od codzienności, tak dobrze jest poczuć rozpierającą radość, wakacyjną lekkość i wdzięczność za doświadczenia o jakich się nawet nie śniło.

DSC09199... i jeszcze raz to samo, brama wieńcząca rzymski most na Guadalquivirze

Bo też wcale nie przyjmuję za oczywistość faktu, że mogę spacerować po raz kolejny po miejscu tak magicznym jak kordobańska Mezquita Catedral.

DSC09205Kordobański Meczet jest ogromny, tu widzimy jego zewnętrzne mury

Tym co cechuje wiele z zabytków oglądanych przez nas w Andaluzji, co sprawia, że są tak niezwykłe, jest niesamowita kulturowa mieszanka, konglomerat pozostałości po Rzymianach, Wizygotach i Arabach, wchłonięty w końcu i zaadaptowany przez katolików. Ta długa i bogata, skomplikowana nieraz bardzo historia, naprawdę robi wrażenie, czasem wręcz onieśmiela. 

DSC09250Stojąc w kolejce do kasy Meczetu, na patio pełnym pomarańczowych drzewek, doświadczyłam przedziwnych emocji. Patrzę a tu o krok ode mnie stoi...mój tato. Wiedziałam dobrze, że to nie on, że nie jest możliwe, żeby tu był ale wrażenie było tak sugestywne że aż zamarłam, gapiąc się na sobowtóra szerokimi jak spodki oczami. Tak naprawdę to nawet nie był sobowtór, widziałam go później w Meczecie i wcale nie był tak bardzo podobny, ale w tym jednym ujęciu, przez ułamek sekundy, miałam wrażenie że w tak szczególnym miejscu, wszystko jest możliwe.

DSC09259Arabskie łuki, platereskowa renesansowa dekoracja nawy i barokowy ołtarz główny, jesteśmy w Mezquicie w Kordobie.

Przyjęliśmy system zwiedzania: Jeden większy zabytek, jedne lody, nic tak skutecznie jak one nie motywowało dzieci do wytrwania. Buntował sie szczególnie nasz synek, zmęczony podróżą i upałem, codziennie od rana pytał kiedy wrócimy do domku albo do hotelu. Stąd też te lody, częste odpoczynki w parkach i ogrodach oraz plastikowe drobiazgi, jak zegarek z samochodem na tarczy, osładzające ciężki żywot dziecka historyka sztuki. 

DSC09267Następnym punktem programu był Alcázar de los Reyes Christianos (Zamek Królów Chrześcijańskich), z rzymskimi mozaikami, przyjemnym ogrodem i przede wszystkim z pięknym widokiem z wieży na miasto. Prawdę mówiąc, po zwiedzeniu Alcazaru w Sevilli mogę tylko napisać, że ten kordobański, mając mało czasu, można sobie bez żalu darować.

DSC09355Po wyjściu z zamku byliśmy już porządnie zmęczeni, zbliżała się szósta wieczorem a my od rana byliśmy w drodze. Czułam, że atmosfera robi się lekko napięta i że powtarza się historia sprzed dwóch lat, kiedy to bardzo chciałam zobaczyć patia a reszta miała już dość. Ale jak tu zrezygnować, kiedy otworzyć miano je za piętnaście minut a najbliższe znajdowały się zaledwie kilka kroków od Alcazaru.

DSC09391Jedna z typowych uliczek kordobańskiej starówki, w bramie po lewej stronie obejrzeć można patio

Udało się, rodzina doszła do wniosku, że wytrzyma jeszcze kilkanaście minut, ja zaś obiecałam solennie, że zajrzymy tylko do kilku domów i wracamy. Punkt osiemnasta, otworzyły się bramy kordobańskich domostw, zapraszając turystów do obejrzenia ich wewnętrznych dziedzińców – los patios – udekorowanych mnóstwem kwiatów i bibelotów. Jak z pod ziemi, w wyludnionej podczas sjesty mieszkalnej części starego miasta, wyłoniły się grupy turystów. Majowy Festival de los Patios przyciąga do miasta tłumy, po całej Kordobie od patio do patio krążą przyjezdni z mapkami, na których zaznaczone są wszystkie ukwiecone miejsca, w tym roku było ich blisko trzydzieści.

DSC09364Coroczny festiwal jest częścią kulturalnego krajobrazu miasta, jest też konkursem, w którym właściciele najpiękniejszych patios mogą wygrać kilka tysięcy euro. Jest też...biznesem, o czym nie miałam pojęcia. Patia zwiedza się za darmo, w każdym jednak siedzi właściciel z koszyczkiem na datki i wyraźnie wyczuć można że o to w tym wszystkim w dużej mierze chodzi. Przed wejściem do jednego z domów znaleźliśmy napis w kilku językach, o tym, że władze miasta niesprawiedliwie zdyskwalifikowały to właśnie patio z konkursu, a utrzymanie kwiatów przecież kosztuje. W tym miejscu nastąpiła lista mocno zawyżonych na oko kosztów, z prośbą o wsparcie. Jeśli nie jesteś zakwalifikowany, nie ma cię na mapce, w związku z tym nie zarabiasz na turystach a już szybka kalkulacja pozwala się domyślić, że chodzi o co najmniej kilka tysięcy euro przychodu.

DSC09381Nie byliśmy przygotowani na okoliczność datków i szybko skończyły się nam monety, gdyby nie to skłonni byliśmy pospacerować jeszcze trochę, wszystkim nam bowiem udzieliła się atmosfera fiesty, zwłaszcza, że z głośników płynęła ognista muzyka. Bardzo fajne było zaglądanie na kolejne dziedzińce, rosła ciekawość co też znajdziemy na następnym. 

DSC09396Typ dekoracji patio wszędzie był podobny, cała masa doniczek z kolorowymi roślinami, umocowanych w równych odstępach na ścianie budynku. Mnie bardzo podobało się duże patio, którego częścią były mury miejskie w kolorze ochry, zawieszone błękitnymi doniczkami.

Cudowny, upojny zapach kwitnących i rozgrzanych słońcem, roślin spajał całą naszą andaluzyjską wyprawę. Wprawiał mnie w stan błogości ale i nie oszczędził kłopotów. Szymon miał oczy zaczerwienione jak królik i przez wszystkie dni drapał się po całym ciele. Wystałam wczoraj dopisek na wystawionym wcześniej przez naszą lekarkę skierowaniu na testy alergiczne, który uwzględniał nowe objawy z podkreśleniem, że rzecz działa się w Sevilli:)

DSC09215.JPG I jeszcze raz mury Meczetu

 

A o Sevilli i nie tylko ciąg dalszy niedługo nastąpi:)